sobota, 15 czerwca 2019

Jestem osobą, dla której szklanka jest do połowy pełna. Która stara się nie oglądać za siebie, nie żyć przeszłością, tylko tym co tu i teraz oraz tym co może jeszcze się wydarzyć. Realistyczną optymistką, która nie czeka na katastrofy ani rozczarowania, tylko wierzy, że będzie dobrze oraz widzi we wszystkim, albo co najmniej w większości pozytywne aspekty, starając się nie przejmować za bardzo tymi negatywnymi.
Czasem jednak i mnie dopada stan „znowu w życiu mi nie wyszło”. Jak chyba wszystkich. Wtedy pozwalam sobie na smutek. Na trochę poużalania się nad sobą. Na pomarudzenie, pojęczenie, czasem łzy. Ale choćby nie wiem jak dotkliwa była porażka, rozczarowanie, czy zawód, nie znoszę tkwić w takim stanie dłużej niż kilka dni. Bo on do niczego nie prowadzi, a już na pewno nie do poprawy sytuacji.
Każdy jest kowalem swojego losu. Jasne, nie wszystko zależy od nas. Czasem od innych ludzi, od przypadku, od szczęścia lub jego braku. Ale od nas zależy, czy utkwimy w tym swoim niepowodzeniu i będziemy marnować  życie w poczuciu, żewszystko jest nie tak, czy spróbujemy coś zmienić. Nie musi się udać od razu, za pierwszym razem. Nie musi za drugim. Nawet jeśli się nie uda, można znaleźć w tym jakiś sens, czy coś pozytywnego. Kiedyś, dawno temu, mój angielski kolega powiedział mi, że „everything happens for a reason”, czyli wszystko dzieje się po coś. Nawet porażka. Nawet rozczarowanie. Coś w tym jest. Nawet jeśli w piewszej chwili wydaje się, że coś, co odbierzemy jako przegraną, na dłuższą metę otworzy nam możliwości, które nie pojawiłyby się, gdyby przegrana nie nastąpiła.
W zeszłym roku zdarzyło się coś, co sprawiło, że na dłuższą chwilę straciłam grunt pod nogami i duże plany na życie. Oraz wiarę w ludzi i w to, że przyszłość będzie kolorowa. Ale tylko na chwilę. Dałam sobie wtedy prawo do bycia słabą, ale też tylko przez chwilę. Na dłużej nie mogłam sobie pozwolić. Ale też nie chciałam. Bo jeśli coś nie wypaliło, to znaczy, że tak miało być. Ba, po wielu przemyśleniach, doszłam do wniosku, że dobrze, że tak się właśnie stało, bo uratowało mnie to przez decyzjami, które niekoniecznie wyszłyby mi na dobre. Przed ludźmi, którzy niekoniecznie byli tacy, jakimi mi się wydawali.
Później okazało się, że dzięki temu, że coś nie wyszło, wyszło coś innego. A nawet kilka cosiów. Nie patrzę wiec w tył, bo nie warto. Ważniejsze jest tu i teraz oraz jutro. A o jutro muszę sama zadbać, bo nikt inny tego za mnie nie zrobi.
W tym roku również parę niekoniecznie fajnych spraw mnie dopadło, coś się nie udało. Ostatnio nawet w tym tygodniu. I tak, jest mi smutno, czuję się rozczarowana, zastanawiam się, co zrobiłam nie tak ale i  czy w ogóle coś nie tak zrobiłam, czy może tak po prostu miało być. Ale mimo tego widzę też pozytywne drobiazgi i nie zamierzam siedzieć i jęczeć. Jest jak jest i trzeba to tak przyjmować, by było dobrze. Zresztą nigdy przecież nie jest tak źle, żeby nie mogło byc gorzej ;)
Jeśli więc tkwicie w czymś, co wydaje Wam się bez sensu, bez przyszłości, w czym się nie ralizujecie, czy czujecie źle, to albo ruszcie tyłki by to zmienić lub zostawić za sobą, albo, jeśli tak się nie da (bo nie zawsze się da, przynajmniej od razu), spróbujcie znaleźć pozytywy sytuacji, nie trzymajcie się kurczowo negatywów.
Co i ja zamierzam uczynić, gdy trochę się nad sobą poużalam (do czego każdy ma prawo, byle by tylko nie przesadził i nie utknął w tym użalaniu na wieki). Bo życie jest fajne, trzeba tylko umieć to zauważyć J

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Nowy fiński rząd

W kwietniu odbyły się w Finlandii wybory parlamentarne. Ich wyniki były lekko zaskakujące. Wygrała co prawda Socjaldemokracja, czego wszyscy się spodziewali, jednak drugie miejsce, depcząc socjaldemokratom po piętach, zajęli Prawdziwi Finowie – jak sama nazwa wskazuje, ugrupowanie z zapędami nacjonalistycznymi,  krytycznie nastawione do Unii Europejskiej. Dopiero trzecia była centro-prawicowa Koalicja, a za nią uplasowało się Centrum, jako największy przegrany (była partia rządowa, z premierem na czele), Zieloni, Lewica i Szwedzka Partia Ludowa.

Przewodniczący Socjaldemokracji przyjął rolę „budowniczego” nowego rządu, czym prędzej rozpoczął rozmowy z pozostałymi partiami i w wyniku tych rozmów, do negocjacji rządowych zaprosił Centrum, Zielonych, Sojusz Lewicy oraz Szwedów. Prawdziwych Finów nie  :P Prace nad programem rządowym trwały ponad trzy tygodnie. Dzisiaj przed południem, został on opublikowany. Mnie, matkę dzieci w wieku szkolnymi i zerówkowym, najbardziej interesowały plany nowego rządu dotyczące edukacji i polityki rodzinnej. Poprzedni rząd wprowadził w tej sferze (w innych też zresztą również) spore cięcia, które niestety dało się odczuć. Nie mam o to pretensji, Finlandia pozostająca w kryzysie, potrzebowała ich. A dzięki oszczędzaniu przez cztery lata, teraz gospodarka znajduje się w jako-takim stanie (do równowagi jeszcze jej sporo brakuje, ale jej osiągniecie jest celem nowego rządu) i dzisiaj obwieszczono, że uda się na edukację i poprawę sytuacji rodzin, przeznaczyć całkiem spore pieniądze.

Program rządowy liczy prawie 200 stron, nie czytałam go jeszcze. Wysłuchałam tylko dzisiejszego wstąpienia przewodniczących partii rządowych i pobieżnie przejrzałam rozdziały dotyczące edukacji. Nie będę opisywać wszystkiego ze szczegółami, myślę, że niewiele osób by one zainteresowały. Podam tylko te najistotniejsze wg mnie punkty, które przewijały się już w kampanii przedwyborczej, a dzisiaj zostały potwierdzone.

- przywrócenie dostępności edukacji przedszkolnej wszystkim dzieciom w pełnym wymiarze (poprzedni rząd dzieciom, których jeden z rodziców nie pracował, czy to z powodu braku pracy, czy z powodu opieki nad młodszym dzieckiem/dziećmi zabrał to prawo na rzecz zagwarantowania 20 godzin tygodniowo)

- pilotażowy program dwuletniej zerówki, którą zaczynałyby już pięciolatkowie

- przedłużenie obowiązku szkolnego do skończenie przez ucznia 18 lat (aktualnie 16)

- a co za tym idzie, zapewnienie pełnej bezpłatności szkolnictwa średniego (aktualnie nauczanie jest darmowe, ale książki, materiały, przybory oraz wszystko co potrzebują uczniowie techników, czy szkół zawodowych finansują rodzice)

- powrót języka szwedzkiego jako przedmiotu obowiązkowego na maturze (jest to drugi w Finlandii obowiązujący język urzędowy)

- zapewnienie obecności w każdej szkole, od podstawówek po szkoły średnie pracowników dbających o wsparcie uczniów w nauce, wsparcie psychiczne i zdrowotne, zerowa tolerancja dla wykluczania z grupy i jakichkolwiek prześladowań

- reforma systemu urlopów rodzicielskich i wychowawczych – ma to poprawić sytuację kobiet na rynku pracy oraz uaktywnić ojców w opiece nad dziećmi

- reforma systemu podatkowego z ukłonem w kierunku rodzin o niskich dochodach, by ich dzieci nie miały znacznie gorszej sytuacji materialnej od rówieśników

-  działania na rzecz ochrony środowiska i zapobiegania ociepleniu klimatu mają zapewnić Finlandii neutralność w kwestii emisji dwutlenku węgla najpóźniej w 2035 roku.

Mocno lewicowy rząd ma zapędy socjalistyczne, chce dążyć do wzmocnienia pozycji Finlandii jako państwa opiekuńczego. A ja nie mam nic przeciwko temu i cieszę się, że moje dzieci właśnie w takim kraju dorastają J