Siedem lat temu przeżywałam to po raz pierwszy – początek szkolnej drogi dziecka. Teraz przeżywam drugi raz, bo młodsza zaczyna właśnie swoją szkolną przygodę.
Dzisiaj rano
odbyło się zapoznanie dzieci z nauczycielką i salą. Miało być indywidualne
szybkie pokazanie sie, kilka słow i by
inni też mogli sptkać się z nową panią. Jednak wleźli wszyscy jednocześnie,
nauczycielka nie miała nic przeciwko temu, podchodziła do każdego osobno,
zamieniała kilka słow. Po dwudzestu
minutach było po wszystkim. Nietypowo, normalnie wizyta zapoznawcza trwałaby z
godzinę, byłyby jakieś wspólne zabawy i inne aktywności, spacer po całej
szkole. No, ale korona wymusiła zmiany. Sala mojej córki jest spora, w klasię
będzie 20 dzieci. Malutkie jednoosobowe stoliki ustawione są w 5 czteroosobowych zespołów, a prawie połowa sali
jest pusta, tam dzieci będą siadały na podłodze i grały w różne gry, zabawy,
rozmawiały itp.
Po południu
odbyło się zebranie rodziców pierwszaków. Najpierw wspólne dla wszystkich,
zorganizowane na szkolnym podwórku. Wystawiono głośnik i dyrektor oraz
nauczycielki mówiły przez mikrofon.
Dyrektorka
szybko omówiła kwestie koronowe, czyli bezpieczeństwa. Szkoła dzięki swojej
budowie, została podzielona na 4 sektory. W każdym z nich będzie po 4-6 klas, w
zależności od wielkości i liczby sal lekcyjnych w tych sektorach się
znajdujących . Nasza podstawówka jest
nieduża, więc chodzą do niej tylko dzieci klas 1-4, a klasy 5 są cale
przenoszone do szkoły w osiedlu obok i tam kontynuują naukę. W sumie jest około
450 dzieci, więc w sektorach będzie
przebywało średnio około 120 osób. Sektory nie będą spotykać sie między sobą.
Szkolne podwórko jest duże i też będzie podzielone tak, by dzieci się nie
mieszały podczas przerw. Poza tym na przykład przerwę obiadową dzieci z różnych
sektorów będą miały w innych godzinach, więc część dzieci będzie jadła podczas
gdy inne będa bawiły się na podwórku lub boisku. W każdym sektorze są toalety,
szatni ogólnej w szkole nie ma, na korytarzach przy każdej sali są wieszaki i
stojaki na buty dla konkretnej, uczącej się w danej sali klasy. Na tym etapie
jest to normą sprzed korony, bo dzieci wszystkie zajęcia mają w tej samej sali, a na każdą przerwę
wychodzą na powietrze. Więc ubieranieodbywa się szybko i sprawnie. Za każdym
razem wchodząc po przerwie do swojej sali
dzieci będą myły ręce.
Do każdego
sektora jest odrębne wejscie, sektory będą zaczynały i kończyły lekcje w
10-minutowych odstępach.
To wszystko ma
na celu ograniczenie ewentualnej kwarantanny i przejście na zdalną naukę, jeśli
w szkole pojawi się potwierdzony przypadek koronawirusa, do jednego sektora.
Reszta szkoły będzie w takim wypadku kontynuwała normalny tryb nauki.
Gdy sprawy
ogólnoorganizacyjne zostały przedstawione, rodzice z nauczycielkami przeszli do
„swoich” klas. Tam każdy krótko się przedstawił, po czym nauczycielka
opowiedziała o sobie i trochę o tym, jaki ma styl nauczania.
Od razu zrobiła
na mnie dobre wrażenie. Ma fajne, trochę nieoczywiste poczucie humoru, 55 lat i
akademicką przeszłość. Zanim zdecydowała się na nauczanie w podstawówce,
prowadziła zajęcia z socjologii i psychologii na uniwersytecie. Ma troje
dzieci, nastarsze w wieku 31, namłodsze -13 lat. Przyznała, że najbardziej lubi
uczyc matematyki i robi to w niekonwencjonalny sposób, skupiając się na
początku na rozwiązywaniu logicznych łamigłowek i zadań, a dopiero później „rachunkami”
i działaniai matematycznymi. Z przekąsem stwierdziła, że zapewne my rodzice nie
będziemy z tych jej zadań wiele kumać, za to przygotują one dzieci do „tradycyjnej”
matematyki tak, że będa ją później ogarniać z palcem w nosie. Zobaczymy J Jej stwierdzenie, że dzieci, chociaż
znają cyfry, to nie ogarniają znaczenia liczby oraz zapowiedź, że cyframi będą
się zajmować dogłębnie i z każdej strony tak, że do grudnia może dojdą do 8, budzi zaciekawienie ;)
W piątek dzieci
mają dostać książki do matematyki, ale będą musiały same je znaleźć, właśnie
rozwiązując po drodze szerg zadań i łamigłowek, które dadzą im wskazówki.
Normalnie aż sama bym chciała do tej pierwszej klasy iść :D
Na ścianie
nauczycielka powiesiła jeziorko z kartonu, dzieci codziennie będą tam zawieszać
jedną rybkę, a gdy będzie ich już 100, będzie impreza J
Kirsi (tak ma
na imię) chce jak najszybciej poznać dzieci, ich cechy, mocna i słabsze strony
i poprosiła o pomoc rodziców, zapraszając każdego na indywidualne półgodzinne
rozmowy o pociechach już w przyszłym tygodniu. Znowu bedę się musiała urwac z
pracy...
A jutro moja
mała córeczka pomaszeruje z tornistrem na plecach i spędzi w szkole swój
pierwszy dzień pierwszego w zyciu roku szkolnego J
Chlip chlip, moja malutka dziewczynka już nie jest malutka...