środa, 12 sierpnia 2020

Młodsza córka idzie do szkoły.

 Siedem lat temu przeżywałam to po raz pierwszy – początek szkolnej drogi dziecka. Teraz przeżywam drugi raz, bo młodsza zaczyna właśnie swoją szkolną przygodę.

Dzisiaj rano odbyło się zapoznanie dzieci z nauczycielką i salą. Miało być indywidualne szybkie pokazanie sie, kilka słow i  by inni też mogli sptkać się z nową panią. Jednak wleźli wszyscy jednocześnie, nauczycielka nie miała nic przeciwko temu, podchodziła do każdego osobno, zamieniała kilka słow. Po  dwudzestu minutach było po wszystkim. Nietypowo, normalnie wizyta zapoznawcza trwałaby z godzinę, byłyby jakieś wspólne zabawy i inne aktywności, spacer po całej szkole. No, ale korona wymusiła zmiany. Sala mojej córki jest spora, w klasię będzie 20 dzieci. Malutkie jednoosobowe stoliki ustawione są w  5 czteroosobowych zespołów, a prawie połowa sali jest pusta, tam dzieci będą siadały na podłodze i grały w różne gry, zabawy, rozmawiały itp.

Po południu odbyło się zebranie rodziców pierwszaków. Najpierw wspólne dla wszystkich, zorganizowane na szkolnym podwórku. Wystawiono głośnik i dyrektor oraz nauczycielki mówiły przez mikrofon.

Dyrektorka szybko omówiła kwestie koronowe, czyli bezpieczeństwa. Szkoła dzięki swojej budowie, została podzielona na 4 sektory. W każdym z nich będzie po 4-6 klas, w zależności od wielkości i liczby sal lekcyjnych w tych sektorach się znajdujących .  Nasza podstawówka jest nieduża, więc chodzą do niej tylko dzieci klas 1-4, a klasy 5 są cale przenoszone do szkoły w osiedlu obok i tam kontynuują naukę. W sumie jest około  450 dzieci, więc w sektorach będzie przebywało średnio około 120 osób. Sektory nie będą spotykać sie między sobą. Szkolne podwórko jest duże i też będzie podzielone tak, by dzieci się nie mieszały podczas przerw. Poza tym na przykład przerwę obiadową dzieci z różnych sektorów będą miały w innych godzinach, więc część dzieci będzie jadła podczas gdy inne będa bawiły się na podwórku lub boisku. W każdym sektorze są toalety, szatni ogólnej w szkole nie ma, na korytarzach przy każdej sali są wieszaki i stojaki na buty dla konkretnej, uczącej się w danej sali klasy. Na tym etapie jest to normą sprzed korony, bo dzieci wszystkie zajęcia  mają w tej samej sali, a na każdą przerwę wychodzą na powietrze. Więc ubieranieodbywa się szybko i sprawnie. Za każdym razem wchodząc  po przerwie do swojej sali dzieci będą myły ręce.

Do każdego sektora jest odrębne wejscie, sektory będą zaczynały i kończyły lekcje w 10-minutowych odstępach.

To wszystko ma na celu ograniczenie ewentualnej kwarantanny i przejście na zdalną naukę, jeśli w szkole pojawi się potwierdzony przypadek koronawirusa, do jednego sektora. Reszta szkoły będzie w takim wypadku kontynuwała normalny tryb nauki.

Gdy sprawy ogólnoorganizacyjne zostały przedstawione, rodzice z nauczycielkami przeszli do „swoich” klas. Tam każdy krótko się przedstawił, po czym nauczycielka opowiedziała o sobie i trochę o tym, jaki ma styl nauczania.

Od razu zrobiła na mnie dobre wrażenie. Ma fajne, trochę nieoczywiste poczucie humoru, 55 lat i akademicką przeszłość. Zanim zdecydowała się na nauczanie w podstawówce, prowadziła zajęcia z socjologii i psychologii na uniwersytecie. Ma troje dzieci, nastarsze w wieku 31, namłodsze -13 lat. Przyznała, że najbardziej lubi uczyc matematyki i robi to w niekonwencjonalny sposób, skupiając się na początku na rozwiązywaniu logicznych łamigłowek i zadań, a dopiero później „rachunkami” i działaniai matematycznymi. Z przekąsem stwierdziła, że zapewne my rodzice nie będziemy z tych jej zadań wiele kumać, za to przygotują one dzieci do „tradycyjnej” matematyki tak, że będa ją później ogarniać z palcem w nosie. Zobaczymy J Jej stwierdzenie, że dzieci, chociaż znają cyfry, to nie ogarniają znaczenia liczby oraz zapowiedź, że cyframi będą się zajmować dogłębnie i z każdej strony tak, że do grudnia  może dojdą do 8, budzi zaciekawienie ;)

W piątek dzieci mają dostać książki do matematyki, ale będą musiały same je znaleźć, właśnie rozwiązując po drodze szerg zadań i łamigłowek, które dadzą im wskazówki. Normalnie aż sama bym chciała do tej pierwszej klasy iść :D

Na ścianie nauczycielka powiesiła jeziorko z kartonu, dzieci codziennie będą tam zawieszać jedną rybkę, a gdy będzie ich już 100, będzie impreza J

Kirsi (tak ma na imię) chce jak najszybciej poznać dzieci, ich cechy, mocna i słabsze strony i poprosiła o pomoc rodziców, zapraszając każdego na indywidualne półgodzinne rozmowy o pociechach już w przyszłym tygodniu. Znowu bedę się musiała urwac z pracy...

A jutro moja mała córeczka pomaszeruje z tornistrem na plecach i spędzi w szkole swój pierwszy dzień pierwszego w zyciu roku szkolnego J

Chlip chlip, moja malutka dziewczynka już nie jest malutka...

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz