Parę dni temu media opublikowały corocznego zestawienia „najszczęśliwszych” krajów na świecie. Finlandia po raz kolejny znalazła się na pierwszym miejscu.
I zaraz pojawiły się ironiczne uwagi na temat depresji, picia, półrocznych ciemności, smutnych twarzy Finów itd. Itp.
A ja po raz kolejny stwierdzam, że niefortunnie nazwano to zestawienie. Bo chodzi bardziej o poziom zadowolenia z życia, niż bycie szczęśliwym (tutaj decyduja inne czynniki niż te, które dają poczucie dobrego życia. Bardziej osobiste,że się tak wyrażę).
Owszem, w Finlandii jest trudny klimat, a Finowie są wycofani, zdystansowani i nie pokazują uczuć, czy emocji wobec ludzi, których nie znają. Ale to wszystko nie zmienia faktu, że Finlandia to kraj, w którym dobrze się żyje. I nie mówię tego tylko z własnego punktu widzenia (też bywa mi źle, też narzekam na pogodę, też miewam gorsze psychicznie okresy, jak każdy).
Skąd więc ta fińska „szczęśliwość”? Poczytałam wypowiedzi Finów oraz cudzoziemców mieszkających w Finlandii. Zastanowiłam się nad swoimi argumentami. Rozmawiam o tym często ze znajomymi. I stworzyłam listę argumentów, które sprawiają, że ludzie są zadowoleni z życia tutaj.
- Bezpieczeństwo. W szerokim tego słowa znaczeniu. Bezpiecznie jest na ulicach. W parku po zmroku. Dzieci bezpiecznie poruszają się po okolicy. Bezpieczna jest też przyszłość, bo nawet jeśli w życiu coś nie wyjdzie, nikt nie wyląduje na ulicy. Zabezpieczenia socjalne zapewnią minium, by przeżyć. O więcej trzeba postarać się samemu, ale to chyba oczywiste.
- Czyste powietrze i woda. Najczystsze w Europie. Nie wiem, czy nie na świecie. Dzięki temu ludzie są zdrowsi. I długo żyją. Umierają średnio w wieku prawie 81,5 lat.
- Najniższa na świecie umieralność noworodków, jeden z najniższych odsetków cięć cesarskich i rewelacyjna opieka okołoporodowa. Państwowa. Bez potrzeby załatwiania ani opłacania niczego.
- System edukacji. O tym wiele napisano. Podkreślam, żeby zapobiec zarzutom. Nie chodzi o poziom nauczania w podstawówkach, który faktycznie może nie jest najwyższy, ale daje podstawy. I umiejętności praktyczne oraz umiejętność szukania wiedzy. Czyli to, co jest najważniejsze. Nie każdy musi iść na studia. I właśnie tego uczy podstawówka ze swoim przyjaznym podejściem do człowieka.
- Technologia. Na każdym kroku. Z jednej strony trochę to smutne, bo technologia zaczyna wypierać człowieka, z drugiej – ułatwia życie. Nie trzeba wisieć na telefonie, by cokolwiek załatwić. Większość spraw można ogarnąć online. A jeśli trzeba pogadac z człlwiekiem, to dzwoniąc, można wybrać opcję oddzwonienia i wtedy wystarczy poczekać az druga strona oddzwoni. Czasem po chwili, czasem po godzinie, czasem następnego dnia. W zalezności od pilności sprawy.
– Rząd, któremu ufa większość społeczeństwa. Ufa, bo rząd, mimo, że nie idealny, działa dla dobra społeczeństwa. Zdarzają się potknięcia, błędy, ale to są ludzie tacy jak my. Nie myli sie ten, kto nic nie robi. Oraz prezydent, którego uwielbiają niemal wszyscy. Mądry, wyważony. Nie mówi dużo, ale jak coś powie, to już powie.
- Płacenie podatków. Jasne, nie jest to fajne, ale gdy wie się, że one wrócą w postaci darmowego obiadu dziecka w szkole, darmowego każdego zeszytu, ołówka, wszystkich materiałow na zajęcia plastyczne, czy gotowania, czy też w postaci opiekunki w przedszkolu, która zajmuje się tylko czwórką maluchów, albo pięciu osób personelu medycznego w ciągu doby, przypadających na jednego pacjenta OIOM-u, to chętnie się je płaci.
- Mentalność społeczeństwa – tu nie ma hejtu i komentowania wszystkiego i wszędzie oraz wtrącanie się w sprawy innych. Nie ma oceniania ludzi na podstawie ich wyglądu, stylu, czy orientacji seksualnej. Nie ma wywyższania się z powodu kasy lub piastowanego stanowiska - dzieci prezesa firmy chodzą do tej samej szkoły, co dzieci pani sprzątającej i pana jeżdżącego śmieciarką.
- Infrastruktura, transport publiczny na wysokim poziomie, kultura pracy, przestrzeń, poszanowanie prywatności (to wymieniają cudzoziemcy).
Poza tym Finowie chyba jakoś mniej potrzebują, by czuć się zadowolonymi. Ich cieszą cztery tygodnie letniego urlopu w domku nad morzem, czy jeziorem, gdzie często nie ma nawet bierzącej wody. Cieszy ich spokój, obcowanie z naturą, a ta jest tutaj przepiekna. I wszechobecna, choć trochę surowa, jak klimat. Nie potrzebują fajerwerków, ciągle nowych bodźców, dreszczyka emocji. Doceniają święty spokój i lampkę (no, czasem butelkę
) wina wypitą na własnej kanapie, w piżamie, czy dresach. Bez potrzeby życia na pokaz i udowadniania komukolwiek czegokolwiek.
Ja osobiście uważam, że jeśli człowiek czuje się bezpiecznie, ma zaspokojone swoje potrzeby oraz nie boi się o własne jutro, żyje w kraju gdzie jest porządek i sensowne zasady oraz przepisy, których się przestrzega, a nie omija, a przy tym wszystkim może być sobą, to surowy klimat, deszcz i ciemności przez kilka miesięcy w roku to mały pikuś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz