Kwestie estetyki odpuszczę, wszak o gustach się nie dyskutuje i to co podoba się mnie, niekoniecznie musi się podobać mamie z sąsiedztwa. Ani żadnej innej. Skupię się na praktyczności, zwłaszcza, że dla Finów to wartość najważniejsza – nie ma bowiem złej pogody, może być tylko nieodpowiednie ubranie. Czyli albo mało praktyczne, albo niedostosowane do panującej za oknem aury. W fińskich przedszkolach wieszany jest ten obrazek - ma on pomóc rodzicom w doborze garderoby, ponieważ bez względu na pogodę, dzieci spędzają na dworze minimum 2 godziny, często więcej i ważne jest, aby nie było im ani za gorąco, ani za zimno.
W przypadku niemowląt, które wożone są w wózku, czyli nie ruszają się, a więc jest im zimniej niż pchającej powóz mamie, wystarczy jedna dodatkowa warstwa. Dodatkowa, w stosunku do tego co ma na sobie mama. I nie chodzi tu o warstwę najgrubszą, tylko taką, że tak powiem – średnią. Czyli na przykład polarowy albo wełniany kombinezon. Jeśli więc mama ma na sobie bluzkę, a na niej jesienną kurtkę, dziecku oprócz body i rajstopek założyłabym właśnie polarowy kombinezon i włożyła je w lekko ocieplany śpiwór. Do tego dzianinowa czapeczka i już. Spacerując zimą, w puchowej kurtce, wsadziłabym dziecko w puchowy śpiwór, a pod spód, na ubranie domowe, znowu założyła polarowy lub wełniany kombinezon. A w przypadku większego mrozu, dodała jeszcze jedną warstwę, bo sama pod puchowa kurtkę założyłabym jakąś dodatkową bluzę. W Finlandii dzieci, w tym również niemowlęta, wyprowadza się na spacery do około -15- -18 stopni. Często wystawia się po prostu wózek przed dom w porze drzemki i dzieci śpią sobie smacznie na świeżym powietrzu. Chyba, że tak jak robiły to moje, śpią wyłącznie gdy karoca jedzie – wtedy nie ma rady, trzeba zażyć ruchu i udać się na spacerek.
Gdy dzieci zaczynają chodzić, dodatkowa warstwa przestaje być potrzebna. Często jest wręcz odwrotnie i dziecku wystarcza jedna warstwa mniej niż dorosłemu – maluchy przeważnie raczej biegają niż chodzą, wspinają się gdzie tylko się da, podczas gdy rodzic stoi i patrzy, lub ewentualnie dziecko asekuruje. Dlatego nie bardzo rozumiem pędu do opatulania dzieci w grubaśne kurtki, zawijanie szalikami po uszy, zakładanie czap, a na to kapturów gdy temperatura spadnie poniżej 5-10 stopni.
Oczywiście należy brać pod uwagę indywidualne potrzeby pociechy, bo tak jak wśród dorosłych, również wśród dzieci są maluszki - zmarźlaczki oraz maluszki, którym jest wiecznie gorąco. Również klimat w jakim żyjemy, ma wpływ na to, jakie to ubranie powinno być. Tu w Finlandii, nie wyobrażam sobie ubierać dziecka w zimowy kombinezon, gdy jest koło zera, bo w co bym je w takim razie ubierała przy -15, czy -20? Wełniany/polarowy/inny ciepły pajac założony na bluzkę i rajstopy, legginsy czy cienkie dresowe spodnie pod nieocieplanym kombinezonem przejściowym, nieprzepuszczającym wiatru i wilgoci oraz nie absorbujący brudu zupełnie wystarcza, nawet gdy rano temperatura odczuwalna jest jeszcze poniżej zera. Takie kombinezony są tutaj na północy bardzo popularne. Zestawy przejściowe kurtka+spodnie z tego samego materiału również, ale z uwagi na zwisanie, pełzanie, wszelkie skłony i inne wygibasy, uważam, że kombinezon jest praktyczniejszy, bo nie grozi odsłonięciem pleców i przeziębieniem nerek. W Finlandii nie widuję dzieci siedzących jesienią lub wiosną w piaskownicy w dżinsach, czy sztruksach. Do nich piach się czepia, wilgoć przenika, więc praktyczni Finowie na coś takiego się nie piszą ;)
Ważne są odpowiednie, nieprzemakalne buty, zimą wełniane skarpety i konkretne rękawiczki, bo wiadomo, że stopy i dłonie marzną przeważnie łatwiej niż reszta ciała. Jeśli jest paskudnie, mokro i deszczowo, na wszystko dodaje się jeszcze tak zwane przez mnie „gumowe gacie”, bez których nie wyobrażam sobie kariery przedszkolnej moich córek. Są obrzydliwe, szerokie (tak, by weszły na kombinezon, czy kurtkę i spodnie), dziecko wygląda w nich jak nie powiem co, ale może bezkarnie bawić się w mokrych resztkach śniegu, błocie, usiąść w kałuży, a mama po takiej zabawie spłukuje gumowe wdzianko (oprócz gaci są też kurtki i rękawice sięgające łokci) pod kranem (albo szlauchem prosto na dziecku, co praktykuje się w przedszkolu mojej młodszej :D) i ma spokój oraz czyste ciuchy spod wdzianka.
W zimowe grube kombinezony zaczynamy się wbijać gdy przyjdą całodzienne mrozy. A gdy przymrozi bardzo konkretnie, będziemy pod te kombinezony dokładać kolejne warstwy, zgodnie ze schematem, którym wspomagają się fińscy rodzice i panie przedszkolanki. Nieważne, że bywa niepięknie. Ważne, że ciepło, wygodnie i praktycznie.
Trzymajcie się ciepło tej jesieni i nadchodzącej zimy!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz