Rzadko narzekam
na Finlandię, bo poza klimatem i cenami nie bardzo mam się do czego na co dzień
przyczepić. Ale cyrk, jaki wyszedł z paszportem mojej córki godny jest
opisania, bo chyba nie wszędzie można podobny spotkać ;)
Zacznę od tego,
że kwestia wyrobienia fińskiego paszportu zaczyna się od zrobienia zdjęcia u
fotografa, który to fotkę w wersji elektronicznej wysyła od razu do systemu
obsługiwanego przez policję bo to ten urząd wystawia w Finlandii dowody
osobiste i paszporty. Klient dostaje kod zdjęcia, który wpisuje w kwestionariusz
wypełniany online. Wypełnienie kwestionariusza kończy się dokonaniem przelewu,
po czym po otrzymaniu potwierdzenia czeka się na sms-a z informacją, że paszport
gotowy jest do odebrania w najbliższym domowemu adresowi kiosku, w którym
działa punkt pocztowy. Całość trwa 5-8 dni
roboczych (przed sezonem urlopowym może trwać dłużej, bo wtedy ludzie
najczęściej zauważają, że im się dokumenty przeterminowały).
W przypadku
dziecka, które jeszcze nie zostawiło na policji swoich odcisków palców wymagana
jest wizyta na policji w celu identyfikacji, czyli sprawdzenia, czy dziecko ze
zdjęcia jest tym samym dzieckiem, które przyszło. Wystarczy, że przyjdzie z nim
jeden rodzic, posiadający pisemną zgodę drugiego rodzica na wydanie dziecku
paszportu. Zgoda musi posiadać podpis i pesel, nikt jednak nie sprawdza, czy to
naprawdę ten drugi rodzic się podpisał ;)
Dwa tygodnie temu
zrobiłam młodszej córce zdjęcie, wypełniłam kwestionariusz online, po czym
pojechałam na policję pokazać dziecko. Po kilku dniach przyszedł sms, że
paszport czeka na odebranie. Pojechałam, pamiętając by wziąć swój polski
paszport, ponieważ z fińskich dokumentów posiadam wyłącznie prawo jazdy, a to
od pierwszego stycznie tego roku nie jest uznawane za dokument tożsamości
(wcześniej na prawko załatwiało się
wszystko, łącznie z kredytami, zakładaniem kont w bankach itp. dlatego niewielu
Finów posiada dowód osobisty, bo nikomu nie był on do niedawna potrzebny).
Podałam pani w
kiosku numer przesyłki, ona zapytała o dokument tożsamości. Pokazałam paszport.
Ona na to, że musi być fiński dokument. Ja na to, że nie posiadam, ale mój
polski paszport jest ważny. Ona, że nie do odbioru fińskiego paszportu dziecka.
Ja na to, że przecież to moje dziecko, więc niby kto ma ten paszport odebrać.
Ona, że ojciec dziecka, ze swoim paszportem lub dowodem. Ja, że ojciec dziecka
nie ma dowodu, a paszport ma przeterminowany. Ona na to, że w takim razie nie
wie. Kropka. Zdębiałam.
Mówię, że nie
posiadam fińskiego paszportu, bo nie jestem Finką. Ale moje dziecko potrzebuje
dokumentu, więc legitymując się paszportem kraju należącego do Unii Europejskiej
chciałabym ten dokument odebrać. Pani, że jeśli jej nie wierzę, może zadzwonić
do przełożonego. Zadzwoniła, a on to samo – musi być fiński dokument
tożsamości.
Poleciałam do
domu, weszłam na strony fińskiej policji i faktycznie, jak wół stoi, że
odbierając paszport należy legitymować się dokumentem wystawionym przez fiński
urząd. Ale nie mogąc osobiście odebrać, można kogoś upoważnić. Kogoś, kto
posiada fiński dokument tożsamości.
Znalazłam wzór
upoważnienia – dane jakie trzeba było wpisać to wyłącznie moje imię, nazwisko i
podpis (nawet bez pesela) oraz imię i nazwisko osoby upoważnionej, wraz z jej peselem.
Przygotowałam
upoważnienie w 2 minuty, poprosiłam znajomą by ten nieszczęsny paszport
odebrała. Dostała go bez problemu.
A ja nie mogę
wyjść z podziwu, że mój nie sprawdzony przez nikogo podpis, którym mógłby być
dziełem kogokolwiek, ma większą moc niż aktualny paszport Rzeczypospolitej :D
Takie rzeczy to
tylko w Finlandii moi drodzy J
PS. Dyskutując o
swoim przypadku z Polkami mieszkającymi w Finlandii dowiedziałam się, że był
przypadek, gdy kobieta nie posiadająca dokumentu, upoważniła do odbioru swojego
paszportu pracownicę kiosku, w którym ten paszport był do odebrania. Ze też na
to nie wpadłam, gdy wściekałam się przy półkach z gumami do żucia i batonikami
;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz