wtorek, 12 marca 2019

Paszportowe przeboje, czyli fińska farsa biurokratyczna.


Rzadko narzekam na Finlandię, bo poza klimatem i cenami nie bardzo mam się do czego na co dzień przyczepić. Ale cyrk, jaki wyszedł z paszportem mojej córki godny jest opisania, bo chyba nie wszędzie można podobny spotkać ;)
Zacznę od tego, że kwestia wyrobienia fińskiego paszportu zaczyna się od zrobienia zdjęcia u fotografa, który to fotkę w wersji elektronicznej wysyła od razu do systemu obsługiwanego przez policję bo to ten urząd wystawia w Finlandii dowody osobiste i paszporty. Klient dostaje kod zdjęcia, który wpisuje w kwestionariusz wypełniany online. Wypełnienie kwestionariusza kończy się dokonaniem przelewu, po czym po otrzymaniu potwierdzenia czeka się na sms-a z informacją, że paszport gotowy jest do odebrania w najbliższym domowemu adresowi kiosku, w którym działa punkt pocztowy.  Całość trwa 5-8 dni roboczych (przed sezonem urlopowym może trwać dłużej, bo wtedy ludzie najczęściej zauważają, że im się dokumenty przeterminowały).

W przypadku dziecka, które jeszcze nie zostawiło na policji swoich odcisków palców wymagana jest wizyta na policji w celu identyfikacji, czyli sprawdzenia, czy dziecko ze zdjęcia jest tym samym dzieckiem, które przyszło. Wystarczy, że przyjdzie z nim jeden rodzic, posiadający pisemną zgodę drugiego rodzica na wydanie dziecku paszportu. Zgoda musi posiadać podpis i pesel, nikt jednak nie sprawdza, czy to naprawdę ten drugi rodzic się podpisał ;)
Dwa tygodnie temu zrobiłam młodszej córce zdjęcie, wypełniłam kwestionariusz online, po czym pojechałam na policję pokazać dziecko. Po kilku dniach przyszedł sms, że paszport czeka na odebranie. Pojechałam, pamiętając by wziąć swój polski paszport, ponieważ z fińskich dokumentów posiadam wyłącznie prawo jazdy, a to od pierwszego stycznie tego roku nie jest uznawane za dokument tożsamości (wcześniej na prawko  załatwiało się wszystko, łącznie z kredytami, zakładaniem kont w bankach itp. dlatego niewielu Finów posiada dowód osobisty, bo nikomu nie był on do niedawna potrzebny).

Podałam pani w kiosku numer przesyłki, ona zapytała o dokument tożsamości. Pokazałam paszport. Ona na to, że musi być fiński dokument. Ja na to, że nie posiadam, ale mój polski paszport jest ważny. Ona, że nie do odbioru fińskiego paszportu dziecka. Ja na to, że przecież to moje dziecko, więc niby kto ma ten paszport odebrać. Ona, że ojciec dziecka, ze swoim paszportem lub dowodem. Ja, że ojciec dziecka nie ma dowodu, a paszport ma przeterminowany. Ona na to, że w takim razie nie wie. Kropka. Zdębiałam.
Mówię, że nie posiadam fińskiego paszportu, bo nie jestem Finką. Ale moje dziecko potrzebuje dokumentu, więc legitymując się paszportem kraju należącego do Unii Europejskiej chciałabym ten dokument odebrać. Pani, że jeśli jej nie wierzę, może zadzwonić do przełożonego. Zadzwoniła, a on to samo – musi być fiński dokument tożsamości.

Poleciałam do domu, weszłam na strony fińskiej policji i faktycznie, jak wół stoi, że odbierając paszport należy legitymować się dokumentem wystawionym przez fiński urząd. Ale nie mogąc osobiście odebrać, można kogoś upoważnić. Kogoś, kto posiada fiński dokument tożsamości.
Znalazłam wzór upoważnienia – dane jakie trzeba było wpisać to wyłącznie moje imię, nazwisko i podpis (nawet bez pesela) oraz imię i nazwisko osoby upoważnionej, wraz  z jej peselem.

Przygotowałam upoważnienie w 2 minuty, poprosiłam znajomą by ten nieszczęsny paszport odebrała. Dostała go bez problemu.
 
 

A ja nie mogę wyjść z podziwu, że mój nie sprawdzony przez nikogo podpis, którym mógłby być dziełem kogokolwiek, ma większą moc niż aktualny paszport  Rzeczypospolitej :D
Takie rzeczy to tylko w Finlandii moi drodzy J

PS. Dyskutując o swoim przypadku z Polkami mieszkającymi w Finlandii dowiedziałam się, że był przypadek, gdy kobieta nie posiadająca dokumentu, upoważniła do odbioru swojego paszportu pracownicę kiosku, w którym ten paszport był do odebrania. Ze też na to nie wpadłam, gdy wściekałam się przy półkach z gumami do żucia i batonikami ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz