czwartek, 12 lipca 2018

Wakacje. Urlop. PAKOWANIE

Wakacje szkolne trwają w Finlandii już od początku czerwca, ale ja dopiero jutro zaczynam swój wyczekany urlop. Oczywiście tradycyjnie zabieram dziewczynki do Polski, bo kiedy jak nie w wakacje i święta mają spotkać się z polskimi dziadkami i dalszą rodziną? Oraz dbać o swoja piękną polszczyznę, o którą, zwłaszcza w przypadku starszej, musiałam sporo powalczyć?

Tradycyjnie robi mi się słabo na myśl o pakowaniu. Zwłaszcza, że lecąc samolotem nie mogę sobie pozwolić na wzięcie tego co tylko mi przyjdzie do głowy. Takie luksusy to tylko w przypadku wyprawy autem odpowiednich rozmiarów.
A my musimy zmieścić się do jednak konkretnej walizki oraz dwóch małych, podręcznych.  Będziemy w Polsce 15 dni, podczas których pogoda może być różna. Poza tym różne będą okazje. Wizyta u rodziny na wsi, wyprawy na plażę, wyprawy „do miasta”, restauracji, wyjścia do kina, lasu itp.

Od zawsze mam tendencje do zabierania zbyt dużej ilości wszystkiego, więc i teraz upchnę pewnie sto niepotrzebnych rzeczy. Samych sukienek dla siebie wymyśliłam już 7 :D A do nich przecież trzeba mieć pasujące buty. A co ze spodniami, bluzkami, spódnicami?
Młode też mają wyglądać jak ludzie, być ubrane stosownie do miejsca, aury i nastroju.
Starsza, prawie 12-latka, pakuje się sama. Ja w jej garderobę już od jakiegoś czasu nie ingeruję. I muszę przyznać, że robi to dobrze – bierze kilka ulubionych ciuchów i już. Ubrania młodszej wybieram ja, tak jak dla siebie, zawsze biorę ich za dużo, poza tym gdy wezmę sporo cieplejszych rzeczy – przez większość urlopu jest upał, a gdy postawię na odzież letnią, bo w końcu to letnie wakacje – to wtedy leje, wieje i mała chodzi non stop w tych samych spodniach i bluzie :/

Jak dobrze, że mając bazę u mojej mamy, nie muszę się martwić o ręczniki, kosmetyki, żadne leki na wszelki wypadek, zabawki, książki itp. Co nie zmienia faktu, że pakowania nie cierpię. Ale to i tak nic w porównaniu z rozpakowywaniem po powrocie. Tego po prostu nienawidzę. Ale tym będę się martwic po urlopie  ;)

czwartek, 5 lipca 2018

Apsik!


Dzisiaj bedzie powtórka, czyli kopia mojego tekstu z poprzedniego bloga o fińskim (oraz bardzo już moim) podjeściu do infekcji wirusowych u dzieci.

Dzieci się przeziębiają. Niektóre nawet kilkanaście razy w roku. Zwłaszcza, gdy zaczną uczęszczać do żłobka, czy przedszkola i zetkną się z wirusami roznoszonymi przez inne dzieci. Przeziębienia dzieci powyżej roku, chociaż spędzają sen z oczu rodziców, a głównie mam, nie są specjalnie groźne, a wręcz odwrotnie – pomagają dziecku w wyrobieniu odporności. Organizm powinien sam sobie z takim wirusowym przypadkiem poradzić, zresztą na wirusy tak naprawdę nie ma leku. Jako mama nie lubiąca zbędnych medykamentów, nie potrafię pojąć polskiego fenomenu setek pseudoleków dostępnych bez recepty, którymi ludzie faszerują siebie i swoje dzieci, gdy te parę razy kichną, czy kaszlną. Albo wręcz zapobiegawczo.
Gdy moim córkom zdarzy się infekcja wirusowa (a młodszej zdarzała się dość często w pierwszym roku w przedszkolu, czym doprowadzała mnie do rozstroju nerwowego, ponieważ nie mogąc machnąć ręką na pracę, musiałam godzić ją z zajmowaniem sie młodą w domu), w ruch idzie nebulizator oraz sól fizjologiczna. Nie wiem na czym polega jej cudowne działanie, ale gdy przeziębienie dopiero się rozkręca, kilka nebulizacji w ciągu dnia potrafi je skutecznie zatrzymać. A gdy jednak zaraza się  rozszaleje, wdychanie chmury z soli fizjologicznej nawilża gardło, łagodzi kaszel, chyba trochę też rozrzedza wydzielinę w drogach oddechowych, ułatwiając jej odkrztuszanie, co zapobiega odkładaniu się, a co za tym idzie – rozwojowi zapalenia oskrzeli.

W przypadku gorączki, zbijam ją paracetamolem lub ibuprofenem, ale to praktycznie jedyne dostępne bez recepty leki dla dzieci, które mam zawsze w domu.
Jeśli któraś z córek ma katar, a więc i zatkany nos, stawiam na noc w pokoju talerzyk z posiekaną cebulą. Śmierdzi okrutnie, ale ułatwia oddychanie koncertowo. Starsza życzy sobie czasami kilka kropli olejku mentolowego lub eukaliptusowego na piżamę, to też pomaga. Jeśli nie ma gorączki, korzystamy tez z sauny parowej, którą mamy szczęście posiadać.
W przypadku kaszlu staram się skłonić dziewczynki do popijania ciepłej wody z miodem, domowego syropu z cebuli (posiekana cebula plus miód) lub naparu z tymianku ( z dość marnym skutkiem).
Gdy słyszę, że kaszel się rozkręca, a drogi oddechowe są zapchane wydzieliną, do akcji wkracza ventolin. To lek na receptę, z założenia przeciwko astmie, w praktyce lekarze w Finlandii przepisują go w również przypadku zapalenia oskrzeli, ponieważ rozszerza on drogi oddechowe, pomagając w ten sposób pozbyć sie wydzieliny podczas kaszlu. Od kiedy używam nebulizatora, proszę zawsze o ventolin w postaci do nebulizacji (normalnie przepisują lek w syropie, nebulizatory nie są tutaj popularne, nie mam pojęcia dlaczego), a nasz lekarz, wiedząc, że nie nadużywam farmaceutyków, sam z siebie przepisuje mi jednorazowo większą ilość, bym nie musiała za każdym razem lecieć do niego po receptę. On sam jest zwolennikiem rozprawiania się z chorobami właśnie w ten sposób, więc nawet gdy stwierdził raz, czy drugi, że mamy do czynienia z początkami zapalenia oskrzeli, tylko te nebulizacje zalecił i one wystarczyły.

Nie namawiam nikogo do lekceważnia przeziębienia, przechodzone bardzo łatwo może przekształcić się w bakteryjną infekcję, wiec kilka dni w domu, bez szaleństw i wielkiej aktywności jest wskazane. Ale właśnie odpoczynek, zwolnione tempo i nawilżanie dróg oddechowych powinno wystarczyć.

Fińskie zalecenia mówią (a ja się ich trzymam, bo uważam je za rozsądne), że należy zabrać dziecko do lekarza gdy:
       - objawy przeziębienia wystąpią u niemowlęcia poniżej trzeciego miesiąca życia

- gorączka utrzymuje się dłużej niż trzy dni

- zauważymy, że dziecko ma trudności z oddychaniem, jego oddech jest ciężki, świszczący, mocno przyspieszony

Ale i wtedy antybiotyk, czy inne leki nie zawsze okazują się potrzebne. Ale jeśli już, to pamiętajmy o probiotykach. I to nie tylko w trakcie kuracji antybiotykowej, ale i ładnych kilka miesięcy po, ponieważ antybole oprócz złych bakterii, zabijają w naszych organizmach również te dobre, a co za tym idzie – osłabiają nasza odporność i trzeba sporo czasu, by ją od nowa wypracować, a probiotyki mają nam w tym pomóc.
Jeśli chodzi o niemowlęta, to nie ma mowy o podawaniu jakichkolwiek medykamentów bez porozumienia z lekarzem. Inhalacje solą fizjologiczną, leki zbijające gorączke to jedyne specyfiki, które odważyłabym sie dać takiemu maluszkowi.

Wiem, że w Polsce lekarz jest niezbędny przy każdym przeziębieniu, by wypisać rodzicowi zwolnienie, jeśli bym musiała, też bym chodziła, natomiast na pewno nie wracałabym z takiej wyprawy z  torbą pełną rutinoscorbinów, wapna, witamin, czy jakichś preparatów, które ponoć wspomagają walkę z wirusami, ponieważ uważam, że w ten sposób pozabawiałabym organizmy córek umiejętności samodzielnego sobie z nimi radzenia. W tej kwestii jestem bardzo fińska i dobrze mi z tym ;)
Jeśli nie macie dość czytania o przeziębieniach, zapraszam do artykułu, mojego pióra:
 

poniedziałek, 2 lipca 2018

Tydzień równości.


Dzisiaj poruszę temat trochę chyba kontrowersyjny. Ma on związek z „Pride week”, czyli Tygodniem Równości, który trwał w całej Europie w drugiej połowie czerwca, również w Finlandii. Został on zwieńczony Paradą Równości, która w Helsinkach odbyła się 30. czerwca – niestety nie wzięłam w niej udziału. Z jakiego powodu wbiłam sobie w głowę, że będzie to dzień później, gdy miałam plany wyjazdowe, w związku z czym nie wybrałam się z dziewczynkami do miasta. Szkoda bardzo, była to barwna, radosna impreza, która przyciągnęła w tym roku rekordową liczbę uczestników – ponad 100 000 osób.
Finlandia to kraj bardzo tolerncyjny. W rankingu krajów dbających o prawa osób homoseksualnych zajmuje 5. miejsce. Od 1 marca 2017 roku dozwolone są tutaj śluby par homoseksualnych. Co prawda tylko cywilne, ale wielu pastorów luterańskich opowiada się za legalizacją ślubów również kościelnych. Narazie mogą oni jedynie błogosławić związki homoseksualne, co często robią.
Przed marcem 2017 związki homoseksualne można bylo rejestrować, jednak partnerzy nie mieli takich praw jak małżonkowie – ich majątek nie stawał się po rejestracji wspólny, nie mieli też prawa do dziedziczenia po sobie. Po wejściu w życie prawa zezwalającego na śluby, pary homoseksualne mogą adoptować dzieci, jednak z tego co wiem, proces jest dość skomplikowany.
 
 
W ciągu tygpdnia równości wiele publicznych kont na Facebooku zostało zaopatrzone w profilowe zdjęcia w kolorach tęczy. Tak było między innymi w przypadku miasta, w którym mieszkamy – Vantaa, a także prducenta napojów alkoholowych. A w sieci sklepów monopolowych (w Finlandii alkohol o mocy powyżej 5,5% można kupić tylko tam) sprzedawano wino musujące w tęczowych butelkach.

 
 


Fińskie dzieci, wychowywane w atmosferze tolerowania wszystkiego co inne, nie dziwią się, gdy koleżanka z przedszkola ma dwie mamy, a do domu na obiad, czy kolację  wpada zaprzyjaźniona para trzymających sie za ręce mężczyzn.
Moje córki uwielbiają naszych homoseksualnych przyjaciół, nie dziwi ich facet w sukience i butach na obcasach, bo wiedzą, że ludzie mają prawo do lubienia różnych ciuchów, a niektórzy panowie mieszkają z innymi panami, panie z paniami i nie ma w tym nic złego. Ja sama, z racji działania latami w branży, że tak powiem, obfitującej w ludzi z mniejszości seksualnych , spotkałam na swojej drodze wielu gejów, z wieloma się zaprzyjaźniłam i mimo, że moje córki są jeszcze dziećmi, wiem, że nie będę miała najmniejszego problemu, jeśli pewnego dnia któraś przyprowadzi do domu kobietę i powie: „Mamo, poznaj moja dziewczynę”. Najważniejsze jest dla mnie by były szczęśliwe. I kochane. Bo, jak mówią: nieważna płeć,  ważne uczucie J