Kawa w Finlandii to napój,
który pije się przez cały dzień. Poranek bez kawy to coś nie do przyjęcia.
Przerwy na kawę w pracy to świętość. Kawa popołudniowa to oczywistość. Każdy szanujący się Fin
posiada w szafce porządny zapas kawy, a przynajmniej ze 2-3 paczki. Nie ma
takiej możliwości, by kawy mogło zabraknąć.
W typowo lunchowych
restauracjach, kawa jest wliczona w cenę obiadu, można wypić jej ile się da
radę. U fryzjera kawa w dzbanku to podstawa. W stacjach przeglądu samochodów
również. Finowie są w kawie po prostu zakochani.Za to cudzoziemcy maja na jej temat odmienne zdanie, co można wyczytać z wyrazu twarzy prezydenta Francji Emanuela Macrona, który został poczęstowany przez prezydenta Finlandii, podczas ich spotkania w Helsinkach :D
W dobie wypasionych
ekspresów ciśnieniowych, Starbucksa, cafe latte i innych macchiato, skromni
Finowie pozostają wierni prostym ekspresom przelewowym. Kawa z fińskich palarni
jest grubo mielona, posiada różny stopień uprażenia i stanowi dumę narodową. Ludzie
zza granicy uważają ja za lurowatą, kwaśną (tu poradziłabym spróbować takiej
mocniej prażonej, kwaśny posmak jest w niej mniej odczuwalny niż w tej jasnej,
którą wybiera 78% Finów), żeby nie powiedzieć – prymitywną.
Kawa w dzbanku, w
restauracji, czy poczekalni warsztatu samochodowego często stoi dość długo na
podgrzewaczu i niestety traci na smaku. Jednak Finom to nie przeszkadza. Cóż –
siła przyzwyczajenia ;) Picie kawy to nawyk, który
jest tak samo popularny w sąsiedniej Szwecji, co zauważyłam czytając namiętnie
szwedzkie kryminały – bohaterzy ciągle namiętnie sięgają po ten napój.
Jako
szanująca się wieloletnia mieszkanka krainy Muminków uległam mu doszczętnie.
Bez kawy nie otwieram rano oczu.
W drodze do pracy popijam ją z kubka
termicznego.
W pracy z ulubionego, emocjonalnie dla mnie ważnego kubka w
motyle.
Kawa musi być i już. Z „mlekiem” owsianym (krowiego nie używam) lub
czarna z cukrem. W sytuacjach awaryjnych, gdy nie mam pod ręką ekspresu, może
być rozpuszczalna. Natomiast nie wezmę do ust nawet łyka tradycyjnej polskiej
„plujki”. Nie i już.
A gdy nie piję kawy,
sięgam po białą herbatę, rooibos lub herbaty owocowe.
I tym różnię się jeszcze
od Finów, którzy nie są herbaciani, chociaż i tak piją jej więcej niż ponad 16
lat temu, gdy wylądowałam po tej stronie Bałtyku. Ale o tym może innym razem.















