wtorek, 18 września 2018

O pasjach naszych pociech.

Gdy moja starsza córka miała 4 lata, dostała swoje pierwsze w życiu łyżwy. Nogi jej się rozjeżdżały, ale parła dzielnie do przodu. Gdy już utrzymywała się jako tako na lodzie, zapisałam ją do szkółki łyżwiarskiej, nie ukrywam, trochę z powodu dawnych niespełnionych marzeń o trenowaniu łyżwiarstwa figurowego. Zajęcia spodobały się córce, ale nie wsiąkła w nie po uszy, więc po pierwszej serii zajęć nie zapisałam jej na kolejną. Wspólnie zdecydowałyśmy, że spróbuje sił w szkółce pływackiej. To też było ok, chodziła na zajęcia chętnie, ale bez euforii.

Kolejne były zajęcia baletowe, chociaż stanowiły takie raczej pobrykiwanie niż prawdziwy balet. Mała miała już wtedy siedem lat i faktycznie dobrze się na tych hopsach czuła. Występy na koniec każdego sezonu były dodatkową motywacją, wtedy tez zauważyłam, że moje dziecko ma osobowość gwiazdy, kocha scenę, uwielbia być podziwiana, nie wie co to trema ;)
Któregoś dnia wróciła z zajęć i wręczyła mi karteczkę.

Na karteczce było napisane, że młoda jest bardzo elastyczna i podpisana niżej trenerka gimnastyki estetycznej, która szuka nowych talentów, zaprasza nas na nabór do zespołów o różnym stopniu zaawansowania. Przyznaję, wtedy po raz pierwszy w życiu usłyszałam o tej dyscyplinie.
Wygooglałam szybko.


Po fińsku było mnóstwo, w końcu to sport wywodzący się z Finlandii i, jak się okazało, ogromnie tu popularny. Młoda bardzo chciała iść na te eliminacje, więc poszłyśmy. Wyginano ją na wszystkie strony, kazano wykonywać karkołomne figury, a ja patrzyłam i czarno to widziałam ;) Po dwóch dniach otrzymałam informację, że młoda zakwalifikowała się do… grupy zaawansowanej w swoim przedziale wiekowym. Gtrupy trenującej trzy razy w tygodniu po 2,5 godziny. Tego zupełnie się nie spodziewałam, oczekiwałam raczej zaproszenia do drużyny zajmującej się gimnastyką rekreacyjnie, a tu takie wieści. Oczywiście córka, bardzo podekscytowana, natychmiast wyraziła chęć trenowania czegoś, o czym jeszcze kilka dni wcześniej nie słyszała. Ponieważ zaczynały się właśnie wakacje, zasugerowano, bym zapisała ją na tygodniowy gimnastyczny obóz stacjonarny odbywający się w czerwcu, by poznała swoje drużynowe koleżanki i zaczęła się rozciągać, aby nadrobić to,  czym inne dziewczynki zajmowały się niejednokrotnie już od ładnych kilku lat. Jednocześnie mogła się przekonać, czy to na pewno coś co chce robić.
To był strzał w dziesiątkę. Camilla wsiąkła w ten sport po same uszy.
Będąc w grupie 8-10 latek, nie brała udziału w zawodach. Jej drużyna brała udział w pokazach, nabierając w ten sposób doświadczenia. Po roku treningów i występów z grupą zaawansowaną, zaproponowano jej przejście do drużyny 10-12, ale na wyższy, poziom, na którym rywalizacja stała się faktem. Oznaczało to większą ilość treningów oraz konkurowanie z drużynami z całej Finlandii. A także z innych krajów, czego po raz pierwszy Camilla doświadczyła równo dwa lata po rozpoczęciu swojej gimnastycznej kariery, wyjeżdżając na zawody do estońskiego miasta Narva, gdzie jej drużyna zajęła nieoczekiwanie drugie miejsce, przegrywając jedynie z zawsze groźnymi Rosjankami. My, kibicujące na trybunach mamy, usmarkałyśmy się i spłakałyśmy z emocji, wzruszenia, sama nie wiem czego jeszcze ;)



Po zawodach w Narvie przyszła propozycja przejścia do drużyny reprezentującej w klubie najwyższy poziom w grupie wiekowej 10-12 lat. Wahałam się, wiedziałam, że treningów będzie jeszcze więcej, a oczekiwania wysokie, bo wybrane dziewczynki miały w przyszłości reprezentować klub na mistrzostwach Finlandii, a w razie dobrych wyników, po przejściu do grupy juniorskiej, czyli 14-16 latek, Finlandię na mistrzostwach Europy i świata. Jednak widząc błagalny wzrok dziecka, nie dało się odmówić. Warunkiem były dobre wyniki w nauce, albowiem trening 5 razy w tygodniu, trwający 2,5-3,5 godziny nie wróżył nadmiaru czasu na siedzenie nad książkami. Wyniki w miarę upływu czasu okazały się być lepsze niż kiedykolwiek wcześniej, co potwierdziło słowa trenerek, że osobo zajmujące się wyczynowo sportem są bardziej obowiązkowe, lepiej zorganizowane i można im zaufać. Podpisuję się pod tym obiema rękami, młoda odrabia lekcje w locie, między szkoła, a treningiem, ja tego nie widzę, bo jestem wtedy w pracy, nie muszę przypominać kontrolować, tak naprawdę nawet nie wiem co z którego przedmiotu ma akurat na tapecie...



Zeszły rok, pod znakiem Elite Kids, 10-12 latek konkurujących z kilkudziesięcioma zespołami z całego kraju, zaowocował kilkoma srebrnymi i brązowymi medalami. Zdarzyły się jakieś porażki, ale przeciez sport i na tym polega. Treningi, weekendowe całodzienne zgrupowania, wyjazdy na zawody zdominowały życie rodzinne. Ale nie da się zabronić dziecku tego w czym jest dobre, co uwielbia, czym żyje. Nie da się.
Aktualny sezon Camilla zaczęła w nowej drużynie. 12-14 latki, czyli prejuniorki. Na tym etapie mniej jest konkurujących drużyn, bo dziewczynki zaczynają miewać dość. Albo przestają się rozwijać sportowo. Albo muszą skupić się na szkole. Cami radzi sobie świetnie ze wszystkim. W dni powszednie trenuje cztery razy po 3,5 godziny, wolny od treningu ma tylko piątek. W weekendy sporadycznie trening trwa 3,5 godziny. Znacznie częściej dziewczynki spędzają na sali treningowej 7-8 godzin, zarówno w sobotę, jak i w niedzielę, od sierpnia zaliczyły też dwa weekendowe  zgrupowania w jednym z najlepszych ośrodków sportowych w Europie, gdzie trenowały pod okiem najlepszych trenerów z Finlandii i zagranicy. Pierwsze zawody w nowym składzie z nowym programem, w nowej grupie wiekowej odbędą się w połowie października. W maju tego roku Cami i jej drużyna Elite Sport Club Vantaa zawalczą o mistrzostwo Finlandii.

Moje starsze dziecko w listopadzie kończy 12 lat. A ja praktycznie jej nie widuję. Gdy wychodzę rano z domu, jeszcze śpi. Gdy wracam z pracy, jest już na treningu. Do domu wraca 20.15-20.45. By zjeść, wziąć prysznic, zamienić ze mną parę słów. Czy mi to pasuje? Sama nie wiem. Na szczęście mam jeszcze pięciolatkę, która wypełnia mój wolny czas. Wiem, że nie mogę stawać na drodze, którą idzie moja starsza córka. Muszę i chce ją wspierać. Uwielbiam sport, który uprawia, jestem z niej mega dumna. Poza tym widząc znudzoną młodzież, przesiadującą wieczorami na boisku osiedlowej szkoły, słysząc język, którego używają, widząc jak się zachowują jak śmiecą, co piją (niestety nie soki) i palą, cieszę się że młoda ma pasję. Zaczyna wkraczać w trudny wiek, gdyby nie miała zajęcia, nie wiadomo co wpadałoby jej do głowy.
Owszem, trochę szkoda, że rozluźniły się jej klasowe przyjaźnie, niektóre zawarte jeszcze w przedszkolu. Nie ma na nie czasu. Ale ma nowe przyjaciółki, z którymi dzieli swoją pasję, z którymi spędza mnóstwo czasu, wyjeżdża, stresuje się, wspiera je oraz dostaje od nich wsparcie. A także cieszy sukcesami, które odnoszą wspólnie.

Cieszę się, że znalazła coś dla siebie. Uważam, że rolą rodziców jest danie możliwości, podsunięcie pomysłu, ale nie wciskanie dziecku niczego na siłę. Dobrym można być tylko w czymś co się kocha. A moja Camilla kocha tę swoją gimnastykę estetyczna i ma poważne plany na życie z nią związane. Chce iść na studia o kierunku sportowym. Aby zostać trenerką.
Na tapecie jest teraz jej pięcioletnia siostra. W zeszłym roku spróbowała baletu, z którego zrezygnowała po trzech zajęciach. W październiku zaczyna zajęcia związane z piłką nożną. Jeszcze nie prawdziwe treningi, raczej zabawy i gry z piłką w roli głównej. To wybrała.  Może zaskoczy, może nie. Ma czas. Najważniejsze to dać jej szansę i wybór.
Nie zawsze tym wyborem musi być sport. Mogą być zajęcia artystyczne, czy naukowe. Cokolwiek, Byle dziecko samo wybrało. Byle nie musiało realizować niespełnionych marzeń, czy ambicji rodziców. Byle mogło być sobą. Tyle mam do powiedzenia na temat pasji naszych pociech J

Jeśli chcecie zobaczyć program Camilli i jej koleżanek, nagrodzony kilkakrotnie medalami w zeszłym sezonie, kliknijcie w  poniższy link i wybaczcie bardzo średnią jakość nagrania

https://www.youtube.com/watch?v=6E0ijEHupyE&app=desktop 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz