Od dwóch dni
szaleje jednak śnieżny armageddon. Pada od prawie 48 godzin, kolejne 24 mają
być takie same. Dzisiaj pada w miarę rozsądnie, ale wczoraj po raz pierwszy od
17 lat, jadąc autem miałam duszę na ramieniu. Z pracy do osiedla, w którym
mieszkam mam 33 kilometry. Obwodnicami, oraz małymi osiedlowymi ulicami.
Normalnym jest fakt, że zimą osiedlowe ulice i chodniki pokryte są ubitym
śniegiem, po którym się chodzi i jeździ, nie narzekając, bo przecież zimą śnieg
jest czymś normalnym. Ale obwodnice, duże ulice dojazdowe do osiedli, czy
autostrady zimą są odnieżane do asfaltu.
Wczoraj śnieg był
wszędzie. Padał jak oszalały, dodatkowo wiał wiatr. Śnieg był suchy i sypki,
więc wirował na wszystkie strony, po spadnięciu latal w te i we wte po podłożu,
co przywodziło na myśl burzę piaskową na pustyni. Jadące auta dodatkowo to
wirowanie wzmagały. Jechałam w niemal zerowej widoczności, chwilami nie
wiedząc, czy jestem jeszcze na jezdni, czy już na chodniku, a może właśnie
przejechałam przez rondo.
Pługów nie było widać, bo jakiekolwiek odsnieżanie nie miało sensu, o czym przekonałam się gdy dojechałam do domu – postanowiłam odsnieżyc podjazd, ale co wielką łopatą do śniegu odsunęłam go trochę na bok, frruuu i był z powrotem.
Wieczorem musiałam pojechać z młodszą córką po starszą na trening. Jechałam powoli, nadal praktycznie nic nie widząc oraz ślizgając się na każdym zakręcie, bo taki sypki śnieg jest bardziej śliski niż mokra breja. Na szczęście aut na drogach było mało, widać było, że jeśli ktoś nie musiał koniecznie gdzieś jechać, to nie jechał.
Dzisiaj mamy powtorkę ze śniegowej rozrywki, pada i pada, na szczęście wiatr juz tak nie wieje. Z pracy dojechałam sprawnie, czeka mnie jeszcze odbiór córki z treningu. Jutro nadal ma padać...
Co jest
charakterytyczne dla takich dni w Finlandii, to to, że jest wtedy mniej
wypadków i stłuczek. Kierowcy nie szarżują, utrzymują odstępy, na ślimakowatych
zjazdach z autostrad, czy obwodnic jadą jak wozami drabiniastymi, na dwójce.
Nikt nikogo nie pogania, nie napiera, unika użuywania hamulców, hamując
odpowiednio wcześnie biegami (chociaż dzisiaj myślałam, że przyhamuję nagle by
kierowcą w terenowej toyocie niemal siedzący mi na kuprze, pożałował tej
bliskości). Rzadko zdarza się sytuacja,
w której hamować trzeba nagle. Bo jak jest zima, to trzeba jeździć w zimowym
stylu. I na zimowych oponach. W Finlandii wolno mieć je z kolcami (czyli tak
naprawdę płaskimi metalowymi bolcami powciskanymi w szczeliny bieżnika), ale
sporo ludzi jeździ na zwykłych zimowych. Bo bezpieczeństwo tylko częściowo tkwi
w oponach. Przede wszystkim w głowach
kierowców. Bez względu, czy siedzą za kierownicą dwudziestoletniej skody, czy
wypasionej beemki z milionem koni mechanicznym pod maską.










