Dzisiaj mija
dokładnie 17 lat, od chwili, w której po raz pierwszy wylądowałam w Finlandii.
Polska nie była jeszcze członkiem Unii Europejskiej, więc podczas odprawy
paszportowej miły pan wypytał mnie o powód wizyty (odwiedziny u chłopaka), jego
adres oraz to, ile zamierzam w Finlandii pozostac. Zamierzałam tyle, ile mogłam
bez wizy, a więc trzy miesiące.
Z trzech miesięcy
zrobiło się troszkę więcej. Nie jest to okrągła rocznica, ale na tyle już ”szacowna”, że zebrało mi się na przemyślenia. Przed Finlandią spędziłam 3 lata poza Polską. Wyjeżdzając z niej po raz pierwszy na dłużej, w marcu 1999 roku (20 lat temu!), nie przewidywałam, że już nie wrócę. Jechałam do pracy, sprawdzić się jako rezydent jednego z polskich biur podróży. To miała być przygoda, z powodu której zrobiłam sobie przerwę w studiach. I już na nie nie wróciłam...
Początek nie był
łatwy. Owszem, miałam obok siebie kochającą mnie osobę, nie musiałam martwić się
o utrzymanie, ale brak własnych znajomych, nieznajomość języka, brak pracy i
mroźna zima po kilku latach spędzonych w klimatach z palmami w tle nie były tym,
co dałoby mi wiele radości. Mój partner pracował, ja siedziałam w domu, a bycie
gospodynią domową nigdy nie było i nie jest oraz zapewne już nie będzie moją
pasją. Gdy tylko zapadła decyzja o spędzeniu razem życia, postanowiłam, że
nauka fińskiego to pierwszy ważny do zrealizowania punkt. Chciałam jak najszybciej
iść do pracy, chciałam zasymilizować się z otoczeniem i nie wyobrażałam sobie
tego bez możliwości porozumiewania się w lokalnym języku, mimo, że z angielskim
można spokojnie w Finlandii przeżyć. Nauka do poziomu wystarczającego do
wykonywania zawodowych obowiązków zajęła mi trochę ponad rok. Dodatkową
motywacją było to, że wymarzone miejsce pracy zostało mi niejako obiecane
właśnie pod warunkiem, że nauczę się fińskiego. No to się nauczyłam. I dostałam
tę pracę. Dzięki niej poznałam mnóstwo cudownych ludzi, nauczyłam się nowych
rzeczy, odwiedziłam różne kraje. Oraz zadomowiłam się na dobre w tym północnym
kraju, ojczyźnie Mikołaja. Nie obyło się bez kryzysów, tęsknoty, chęci powrotu
do Polski. Jednak gdy pojawiły się dzieci, przekonałam się, że to jest ich
miejsce. Najlepsze dla nich. Z najczystszym w Europie powietrzem, z przyjaznym
systemem edukacji, z opieką medyczną, gwarantującą dostęp do
najnowocześniejszej diagnostyki bez czekania latami w kolejce. To miejsce stało się również moim – bez rozbudowanej
biurokracji, z możliwością załatwienia niemal wszystkiego przez internet lub
telefon. Bez lęku o to, że w razie utraty pracy nie będę miała czym nakarmić
dzieci. Z poczuciem bezpieczeństwam zarówno dotyczącego codziennego życia, jak
również na autostradach, czy wieczorna porą na ulicach mojego osiedla.
Nie jest
idealnie. Nigdzie nie jest. Klimat daje w dupę. Mnie zwłaszcza jesienią, bo
nienawidzę szarugi, deszczu i braku światła. Usługi są na marnym poziomie, w
dodatku w kosmicznych cenach. Rodzina
jest daleko, widujemy się rzadko, moje dzieci nie mają polskich dziadków, cioć
ani kuzynów na co dzień. Mają fińską rodzinę. Tak samo ważną. Czasami po prostu
nie da się mieć wszystkiego na wyciągnięcie ręki.
Uwielbiamy latać
do Polski. Córki są wychowywane w poszanowaniu obu kultur, są w takim samym
stopniu Finkami, co Polkami. Ale myślę, że w Polsce nie byłoby im dobrze, gdyby
miały tam zamieszkać na stałe. Tutaj mają swoje życie, przyjaciół, zajęcia. Nie wiem też, czy mnie by było dobrze. Każdy pobyt w Polsce jest dla mnie za krótki, kończy sie niedosytem. Ale są to dla mnie zawsze wakacje, oderwanie od codzienności. Bez przyziemnych problemów, bez potrzeby załatwiania najróżniejszych spraw. Gdybym zderzyła się z polską codziennościa na dobre, mogłoby się okazać, że się już w niej nie odnajduję. Najprawdopodobniej by się tak okazało. Jeszcze niedawno planowałam wrócić do ojczyzny na emeryturę, gdy dzieci już wyfruną z domu. I za każdym razem, gdy dopadała mnie tęsknota, tymi planami się pocieszałam. Teraz jednak zastanawiam się, co ja bym na stałe w tej Polsce ze sobą zrobiła? Czy potrafiłabym przystosować się do polskiej rzeczywistości?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz