Prawo jazdy mam od 17. roku życia. Czyli dłużej mam, niż nie miałam ;) Jeżdzę praktycznie od początku, parę lat przerwy miałam jedynie w czasie studiów. Dwa lata jeździłam w kraju o lewostronnym ruchu.
Miałam różne samochody. Mniejsze, większe, nowsze, starsze. Własne i służbowe. Gdy wybierałam sama, kierując się własnymi preferencjami auto zawsze było spore. Zdarzały się decyzje podyktowane czynnikiem ekonomicznym i wtedy to były raczej maleństwa, ale również z silnikiem dającym możliwość przyspieszenia w razie potrzeby.
Od ładnych kilku
lat miałam marzenie. Motoryzacyjne. Rozsądek hamował mnie przez jego
spełnieniem. Bo to było drogie marzenie. Ale obecna zima, spędzana w malutkim
samochodzie, w dodatku z obniżonym podwoziem (żeby jeśli już małe, to niech chociaż
w sportowej wersji) pokazała mi, że jednak bezpieczeństwo i możliwość
przedarcia się przez trudne warunki, śnieg, zamarznięte koleiny, bez zagrożenia
poślizgiem przy każdym zakręcie, czy obawy, że nie podjadę pod górkę bo ślisko,
to wystarczające powody, by zadbać o swój komfort psychiczny. Oraz o spełnienie
marzenia ;)
Od ponad dwóch
tygodni moje marzenie wozi mnie i cieszy moje oczy. Konto bankowe cieszy się
mniej. Cóż, nie sposób zadowolić wszystkich :D

Dziuniu, sprzeciwiam się powielaniu stereotypów! Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek była facetem, a wrażliwość motoryzacyjna u mnie duża od zawsze!
OdpowiedzUsuńNo dobra, Dziuniu. Niech będzie, że Dziunie posiadają wrażliwość motoryzacyjną 😁 BTW. Do dziś uważam,że po kasacji czerwonego Suzuki, w której uczestniczyłyśmy nie zwłasnej woli ani winy, to cud, że w tak małej puszce nic się nikomu nie stało.
OdpowiedzUsuń