Klimat w
Finlandii jest ostry. Lata bywają piękne, ciepłe, a nawet gorące, ale krótkie.
Większość roku to chłodna wiosna i zimna jesień. Zimowe mrozy trzymają często przez
ładnych kilka miesięcy.
Trzeba więc
dostosować się do warunków i posiadać odpowiednią odzież. Jednym z jej fragmentów
są dziergane skarpety, czyli villasukat (dosłownie – wełniane skarpety, ale z
zawartością wełny we włoczkach bywa różnie).
Villasukat to
wręcz część fińskiej kultury. Noszą je wszyscy. Od noworodków po staruszki. I
to nie tylko wiosną i jesienia do kaloszy, a zimą do kozaków (bo przy -20 nawet
najcieplejsze buty nie wystarczą).
Villasukat
zastępują też kapcie. Są synonimem przytulności, domowego ciepła, wygody i wypoczynku.
Dbałości o stopy. Nie krępują ich, nie mają twardej podeszwy ani szwów.
Nie kupi się ich
w odzieżowych sieciówkach. Mogą być jednolite, lub wielokolorowe. Są ręcznie
robione. Przez mamy, babcie, ciocie. Stanowią doskonały prezent świąteczny. Ma
je każdy. W różnych ilościach. Gubią się niestety jak ich bawełniane kuzynki,
czyli pojedynczo ;)
Jestem ich
wielbicielką. Chodze w nich niemal przez cały rok, głównie po domu. Ale i w
pracy są dni, gdy wyskakuję z eleganckich czółenek i pomykam w miekkich,
kolorowych skarpetach.
Ciekawe, czy kiedykolwiek przełamię swoją niechęć do
ręcznych robótek i nauczę się je dziergać. W końcu mam nadzieję na wnuki w
przyszłości, ktoś je będzie musiał w villasukat zaopatrywać :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz