wtorek, 21 maja 2019

Do Polski

Nabyłam dzisiaj drogą kupna bilety lotnicze do Polski. Gdy mieszka się za granicą i ma się dzieci, to urlop jest jedyną okazją, by pobyć dłużej w ojczyźnie, pokazać ją potomstwu oraz zadbać o kontakt z polską rodziną i językiem.

Chciałabym wybrać się czasem gdzieś indziej. Ale póki mam rodziców, będę zawsze leciała do nich. Chcę, by dziadkowie nacieszyli się dziewczynkami, a one nimi. Sama tez chcę z nimi pobyć. Trochę świata zwiedziłam przed założeniem rodziny, trochę udało mi się zobaczyć w czasie podróży służbowych. Teraz wakacje = Polska i już.
W zasadzie to planowałam podróż samochodem. Przez Estonię, Łotwę i Litwę, z noclegiem gdzieś po drodze. Ale po przemyśleniu sprawy zdecydowałam się jednak lecieć. Po pierwsze tak będzie szybciej, po drugie  - moje obie córki są z tych „kręconych” i już po godzinie przymusowego siedzenia w miejscu zaczynają jęczeć  i dopytywać „kiedy będziemy na miejscu?”. Po trzecie młodsza ma chorobę lokomocyjną objawiającą się wyłącznie w samochodzie, musiałaby więc całą drogę być naćpana aviomarinem. Po czwarte – trochę stchórzyłam. Będę z nimi sama, a niechby się fura rozkraczyła gdzieś in the middle of nowhere na litewskiej, czy łotewskiej drodze, załatwianie wszystkiego – lawety, hotelu, ogarnianie bagażu i młodych oraz naprawy auta spoczywałoby na mojej głowie. No i po kolejne – gdyby w drodze „tam” okazało się, że było fatalnie (jęczenie, zmęczenie itp.), to cały urlop spędziłabym na zamartwianiu się, że będę musiała wrócić.

Kiedyś gdy statek towarowy kursujący między Finlandią, a Polską zabierał też pasażerów prywatnych i ich samochody, wybrałam się z jedną jeszcze wtedy córką i samochodem. Ale dojazd do portu w Finlandii był kwestią pół godziny, a trasa z Gdyni do Olsztyna to niecałe 200km. Szkoda, że nie ma już tej opcji, na pewno bym z niej skorzystała. Samolot jednak mocno ogranicza zakupy w Polsce, z powodu limitów bagażowych ;)
Latam z dziećmi od kiedy je mam. Młode to kochają i od niemowlęctwa zachowują się w samolocie wzorowo. Na pewno sprzyja temu krótki czas lotu zarówno do Warszawy, jak i Gdańska, a to są nasze opcje, w zależności od typu samolotu trwa on tylko 1,5-2 godziny.
Najłatwiej było z niemowlakami. Nie pozwoliłam spać przed samym lotem, troszkę przegłodziłam i w czasie startu ciumając pierś zasypiały, przesypiały na moich kolanach cały lot i budziły się (albo i nie) dopiero podczas lądowania (wtedy też karmiłam, zapobiegając tym zatykaniu się uszu).
Pierwszy lot ze starszą zapamiętam do końca życia. Zasnęła jedząc podczas startu. Spała przez cały lot, po czym podczas lądowania obudziła się. Zatkałam biustem, ciumała więc spokojnie oraz... wykonała kupsko. Nie było jak przewinąć. Na dodatek nie miałam wózka, tylko chustę, w którą po wylądowaniu musiałam ją z tym kupskiem wsadzić, ściśle i przylegająco do mnie. Po wyjściu z samolotu postanowiłam odebrać bagaże i wyjść do czekającej na nas mojej mamy, i dopiero wtedy zająć się przewijaniem. Nie przewidziałam, że po wyjściu ze strefy odbioru bagażu nie będę miała szansy na pomieszczenie z przewijakiem. Ono było tam, gdzie odbierało się bagaże... Po drugiej stronie były normalne toalety i umywalka z wodą lecącą gdy machnęło się ręką przed czujnikiem. A młodej kupsko podjechało w chuście pod same pachy, nadawała  się do totalnej przebiórki oraz kąpieli. Myłam ją przed publicznością złożoną z pań stojących w kolejce do kibelka, pod dość zimna wodą, która leciała i przestawała lecieć, przebierałam na brzegu umywalki. Da się? Da się!

Kolejny lot miał miejsce, gdy młoda miała 10 miesięcy i była na etapie chodzenia trzymając się za dorosłą rękę. Chodziłyśmy więc przez cały lot w tę i we wtę, od cockpitu po ogon, doszłyśmy w ten sposób na piechotę do Warszawy.
A później już było ok. Książki, małe zabawki, kolorowanki i kilka kredek zapewniało zajęcie praktycznie na cały lot. W między czasie jakaś przekąska i już zaczynało się lądowanie. Z młodszą jest tak samo. Pierwszy lot zaliczyła w wieku 3 miesięcy, kolejny pół roku później. W wieku dwóch lat sama zasiadała na swoim miejscu i zapinała pasy na czas startu i lądowania. Żaden lot nigdy nie stał się traumą, czy problemem. Więc do dziś radzę wszystkim rodzicom, by maluszkom zapewniali picie/jedzenie na start i lądowanie, jakieś zajęcie na czas lotu i będzie ok. No, chyba, że lot ma potrwać 10, czy 12 godzin. Na takie to sama się nie piszę, po trzech zaczynam dostawać szału ;)

Samochodem może wybierzemy się do Polski za rok ;)

2 komentarze:

  1. Miłego pobytu w Olsztynie! W kwietniu spędziłam tam dwa dni na spotkaniach, to miasto na zawsze będzie mi się kojarzyło z Tobą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Szkoda, że do Wrocławia tak daleko, ale kiedyś znowu tam dotrę :)

      Usuń