Chciałabym wybrać
się czasem gdzieś indziej. Ale póki mam rodziców, będę zawsze leciała do nich.
Chcę, by dziadkowie nacieszyli się dziewczynkami, a one nimi. Sama tez chcę z
nimi pobyć. Trochę świata zwiedziłam przed założeniem rodziny, trochę udało mi
się zobaczyć w czasie podróży służbowych. Teraz wakacje = Polska i już.
W zasadzie to planowałam
podróż samochodem. Przez Estonię, Łotwę i Litwę, z noclegiem gdzieś po drodze. Ale
po przemyśleniu sprawy zdecydowałam się jednak lecieć. Po pierwsze tak będzie
szybciej, po drugie - moje obie córki są
z tych „kręconych” i już po godzinie przymusowego siedzenia w miejscu zaczynają
jęczeć i dopytywać „kiedy będziemy na
miejscu?”. Po trzecie młodsza ma chorobę lokomocyjną objawiającą się wyłącznie
w samochodzie, musiałaby więc całą drogę być naćpana aviomarinem. Po czwarte –
trochę stchórzyłam. Będę z nimi sama, a niechby się fura rozkraczyła gdzieś in
the middle of nowhere na litewskiej, czy łotewskiej drodze, załatwianie
wszystkiego – lawety, hotelu, ogarnianie bagażu i młodych oraz naprawy auta spoczywałoby
na mojej głowie. No i po kolejne – gdyby w drodze „tam” okazało się, że było
fatalnie (jęczenie, zmęczenie itp.), to cały urlop spędziłabym na zamartwianiu
się, że będę musiała wrócić.
Kiedyś gdy statek
towarowy kursujący między Finlandią, a Polską zabierał też pasażerów prywatnych
i ich samochody, wybrałam się z jedną jeszcze wtedy córką i samochodem. Ale
dojazd do portu w Finlandii był kwestią pół godziny, a trasa z Gdyni do
Olsztyna to niecałe 200km. Szkoda, że nie ma już tej opcji, na pewno bym z niej
skorzystała. Samolot jednak mocno ogranicza zakupy w Polsce, z powodu limitów
bagażowych ;)
Latam z dziećmi
od kiedy je mam. Młode to kochają i od niemowlęctwa zachowują się w samolocie
wzorowo. Na pewno sprzyja temu krótki czas lotu zarówno do Warszawy, jak i Gdańska,
a to są nasze opcje, w zależności od typu samolotu trwa on tylko 1,5-2 godziny.
Najłatwiej było z niemowlakami. Nie pozwoliłam spać przed samym lotem, troszkę przegłodziłam i w czasie startu ciumając pierś zasypiały, przesypiały na moich kolanach cały lot i budziły się (albo i nie) dopiero podczas lądowania (wtedy też karmiłam, zapobiegając tym zatykaniu się uszu).
Pierwszy lot ze starszą zapamiętam do końca życia. Zasnęła jedząc podczas startu. Spała przez cały lot, po czym podczas lądowania obudziła się. Zatkałam biustem, ciumała więc spokojnie oraz... wykonała kupsko. Nie było jak przewinąć. Na dodatek nie miałam wózka, tylko chustę, w którą po wylądowaniu musiałam ją z tym kupskiem wsadzić, ściśle i przylegająco do mnie. Po wyjściu z samolotu postanowiłam odebrać bagaże i wyjść do czekającej na nas mojej mamy, i dopiero wtedy zająć się przewijaniem. Nie przewidziałam, że po wyjściu ze strefy odbioru bagażu nie będę miała szansy na pomieszczenie z przewijakiem. Ono było tam, gdzie odbierało się bagaże... Po drugiej stronie były normalne toalety i umywalka z wodą lecącą gdy machnęło się ręką przed czujnikiem. A młodej kupsko podjechało w chuście pod same pachy, nadawała się do totalnej przebiórki oraz kąpieli. Myłam ją przed publicznością złożoną z pań stojących w kolejce do kibelka, pod dość zimna wodą, która leciała i przestawała lecieć, przebierałam na brzegu umywalki. Da się? Da się!
Kolejny lot miał
miejsce, gdy młoda miała 10 miesięcy i była na etapie chodzenia trzymając się za
dorosłą rękę. Chodziłyśmy więc przez cały lot w tę i we wtę, od cockpitu po
ogon, doszłyśmy w ten sposób na piechotę do Warszawy.
A później już
było ok. Książki, małe zabawki, kolorowanki i kilka kredek zapewniało zajęcie
praktycznie na cały lot. W między czasie jakaś przekąska i już zaczynało się
lądowanie. Z młodszą jest tak samo. Pierwszy lot zaliczyła w wieku 3 miesięcy,
kolejny pół roku później. W wieku dwóch lat sama zasiadała na swoim miejscu i
zapinała pasy na czas startu i lądowania. Żaden lot nigdy nie stał się traumą,
czy problemem. Więc do dziś radzę wszystkim rodzicom, by maluszkom zapewniali
picie/jedzenie na start i lądowanie, jakieś zajęcie na czas lotu i będzie ok.
No, chyba, że lot ma potrwać 10, czy 12 godzin. Na takie to sama się nie piszę,
po trzech zaczynam dostawać szału ;)
Samochodem może
wybierzemy się do Polski za rok ;)
Miłego pobytu w Olsztynie! W kwietniu spędziłam tam dwa dni na spotkaniach, to miasto na zawsze będzie mi się kojarzyło z Tobą :-)
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Szkoda, że do Wrocławia tak daleko, ale kiedyś znowu tam dotrę :)
Usuń