środa, 26 września 2018

Finowie i kawa.

Finowie to naród uwielbiający kawę. Od lat, w raportach dotyczących jej spożycia, zajmują pierwsze miejsce z około 10  kilogramami na osobę rocznie.  Dla porównania, Włosi, naród słynący ze swoich espresso, cappuccino itp. spożywają  tylko 5,7 kilogramów, a Hiszpanie jeszcze mniej – 4,5 kilograma rocznie.

Kawa w Finlandii to napój, który pije się przez cały dzień. Poranek bez kawy to coś nie do przyjęcia. Przerwy na kawę w pracy to świętość. Kawa popołudniowa to oczywistość. Każdy szanujący się Fin posiada w szafce porządny zapas kawy, a przynajmniej ze 2-3 paczki. Nie ma takiej możliwości, by kawy mogło zabraknąć.
W typowo lunchowych restauracjach, kawa jest wliczona w cenę obiadu, można wypić jej ile się da radę. U fryzjera kawa w dzbanku to podstawa. W stacjach przeglądu samochodów również. Finowie są w kawie po prostu zakochani.
Za to cudzoziemcy maja na jej temat odmienne zdanie, co można wyczytać z wyrazu twarzy prezydenta Francji Emanuela Macrona, który został poczęstowany przez prezydenta Finlandii, podczas ich spotkania w Helsinkach :D



W dobie wypasionych ekspresów ciśnieniowych, Starbucksa, cafe latte i innych macchiato, skromni Finowie pozostają wierni prostym ekspresom przelewowym. Kawa z fińskich palarni jest grubo mielona, posiada różny stopień uprażenia i stanowi dumę narodową. Ludzie zza granicy uważają ja za lurowatą, kwaśną (tu poradziłabym spróbować takiej mocniej prażonej, kwaśny posmak jest w niej mniej odczuwalny niż w tej jasnej, którą wybiera 78% Finów), żeby nie powiedzieć – prymitywną.
 
 

Kawa w dzbanku, w restauracji, czy poczekalni warsztatu samochodowego często stoi dość długo na podgrzewaczu i niestety traci na smaku. Jednak Finom to nie przeszkadza. Cóż – siła przyzwyczajenia ;) Picie kawy to nawyk, który jest tak samo popularny w sąsiedniej Szwecji, co zauważyłam czytając namiętnie szwedzkie kryminały – bohaterzy ciągle namiętnie sięgają po ten napój.
Jako szanująca się wieloletnia mieszkanka krainy Muminków uległam mu doszczętnie.
Bez kawy nie otwieram rano oczu.
 
 W drodze do pracy popijam ją z kubka termicznego.
 
 W pracy z ulubionego, emocjonalnie dla mnie ważnego kubka w motyle.
 
 Kawa musi być i już. Z „mlekiem” owsianym (krowiego nie używam) lub czarna z cukrem. W sytuacjach awaryjnych, gdy nie mam pod ręką ekspresu, może być rozpuszczalna. Natomiast nie wezmę do ust nawet łyka tradycyjnej polskiej „plujki”. Nie i już.

A gdy nie piję kawy, sięgam po białą herbatę, rooibos lub herbaty owocowe.

I tym różnię się jeszcze od Finów, którzy nie są herbaciani, chociaż i tak piją jej więcej niż ponad 16 lat temu, gdy wylądowałam po tej stronie Bałtyku.  Ale o tym może innym razem.

5 komentarzy:

  1. no to ja wolę plujkę z dobrej jakości ziarna niż rozpuszczalną chemię... ogólnie lubię kawy włoskiego typu, małe i esencjonalne a po nich szklanka wody. obawiam się, że pijąc fińską miałabym minę Macrona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli lubisz małe, esencjonalne, to stanowczo miałabyś minę Macrona ;)

      Usuń
  2. Odnalazłabym się w Finlandii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. to taką kawę pijemy z mężem w domu:) filtry do przelewu muszą być zawsze w domu, tylko wolimy świeżo zmieloną w młynku ręcznym. Jasno lub średnio palona koniecznie. Taką kawę piję bez cukru i mleka,ale w pracy już z wypasionego ekspresu muszę mieć dodatek mleka i odrobinę cukru.

    OdpowiedzUsuń